środa, 11 listopada 2015

Pierniczki na święta


Ten przepis znalazłam parę lat temu w otchłani internetu. Niestety nie wiem na której stronie, więc nie odsyłam do źródła, tylko tu wstawiam. Przepis podaję teraz, ponieważ ciasto powinno leżakować około miesiąca. 



Składniki:
250 g drobnego cukru
250 g płynnego miodu
100 ml mocnej czarnej kawy
300 g masła
800 g mąki pszennej
1 łyżka sody oczyszczonej
skórka drobno starta z pomarańczy
1 opakowanie przyprawy korzennej
Cukier, miód, masło i kawę topimy w garnku na małym ogniu do momentu aż cukier dokładnie się roztopi. Masę tę studzimy przed dodaniem kolejnych składników, powinna być lekko ciepła. Partiami, na przemian z korzeniami i pomarańczami, dodajemy przesianą mąkę. Wsypujemy do masy sodę rozpuszczoną w łyżce letniej wody. Masę na początku ukręcamy berłem, a potem, kiedy jest już gęsta, ręką ;) Wszystko wrzucić do makuty, przykryć czystą ściereczką i odstawić na miesiąc. (Jeszcze się nie zdarzyło, żebym miała taką samą ilość masy w momencie wyrobienia i w momencie pieczenia pierników... jakoś nie możemy się powstrzymać, żeby czasem skubnąć.) Po miesiącu rozwałkować cienko ciasto, wycinać foremkami. Piec na blasze wyłożonej papierem do pieczenia w temperaturze 180-200 st. C przez 6-8 minut. Zimne pierniczki udekorować według gustu. Ciasta powinno wystarczyć na ok 100 pierniczków. 

poniedziałek, 26 października 2015

Andrzej Saramonowicz "Chłopcy"


Od jakiegoś czasu mam słabość pana Saramonowicza. Prawie w stu procentach zgadzam się z jego poglądami, wypowiedziami i lubię celne poczucie humoru. Z chęcią wzięłam do ręki pierwszą książkę twórcy "Lejdis" i "Testosteronu" - "Chłopcy". Bohaterem jest neurochirurg Jakub Solański i jego 11-letni syn Mateusz. Przeżywający kryzys wieku średniego ojciec, korzysta z uroków życia singla, którym stał się po niedawnym rozwodzie. Natomiast syn przeżywa pierwsze miłosne zauroczenia oraz zażenowanie, spowodowane zachowaniem ojca, który okazuje się niewyżytym seksualnie mężczyzną, zaspokajającym potrzemy matek kolegów i koleżanek Mateusza. Osią powieści staje się konflikt między niewinnością Mateusza i wyuzdaniem Jakuba. Z czasem ojciec staje się antywzorcem dla syna. Poruszane w książce problemy są ważne, jednak podane w lekkiej, humorystycznej formie. "Chłopcy" to inteligentna rozrywka z przemyconymi istotnymi przesłaniami, że życie toczy się gdzieś indziej niż w łóżku z kilkoma kobietami, a odpowiedzialność polega na czymś więcej niż zapewnieniu sytego życia, pełnym sukcesów zawodowych, w którym dorosłość to wiecznie odnawialna nisko oprocentowana karta kredytowa.
Polecam :)

sobota, 26 września 2015

Musimy porozmawiać o Kevinie.



Długo wstrzymywałam się z obejrzeniem tego filmu, chyba dlatego że samo imię Kevin od jakiegoś czasu kojarzy się wszystkim ze świąteczną komedią. Kevin nie pasuje mi nijak do dramatu... a jednak
Film porusza bardzo ciężki temat, trudną miłość między dzieckiem i rodzicem. Tytułowy Kevin już od samego początku, od niemowlęctwa daje się we znaki matce. Kevin jest dzieckiem bardzo inteligentnym, momentami miałam wrażenie, że to dorosły w ciele dziecka. To tak zwane trudne dziecko, ale tylko dla matki. Z premedytacją niszczy kobietę, traktuje ją jak intruza, jak kogoś komu należy dowalić. I robi to przez całe swoje życie. Matka oczywiście nie jest tu bez winy, niby próbuje nawiązac więź z dzieckiem, jednak nieudolnie i mało skutecznie. Dzieciak dokładnie wie jak wyprowadzić z równowagi matkę, jednocześnie przy ojcu jest "małym aniołkiem". Dramat rodziny narasta do mementu, aż Kev skończy szesnaście lat. 
Musimy porozmawiać o Kevinie to próba odnalezienia genezy powstawania maniakalnego zabójcy. Opiera się na dość słusznym założeniu, że wszystko rozpoczyna się w rodzinie. To rodzice powinni socjalizować dziecko. To również krytyka bezstresowego wychowania. Tego, czego tutaj brakuje to „silnej ręki”, konsekwencji i umiejętności dialogu. Nawet jeśli matka mówi Kevinowi, że nie chciała go, to za chwilę przeprasza i pozwala mu na wszystko. Natomiast ojciec to ciągle nieobecny, na marginesie, który jest "dobrym kumplem kupującym łuk", grającym z synem w gry komputerowe, a nie mentorem.
Z drugiej jednak strony, wiele dzieci jest odrzuconych, niekochanych, wychowywanych przez telewizję i komputery, a nie kończą jako mordercy. Myślę, ze w wypadku Kevina widać dobitnie, ze mścił się na matce za brak miłości. Zemsta była bardzo okrutna, zniszczył rodzinę pozostawiając matkę samą - bez najbliższych, bez przyjaciół, napiętnowaną przez otoczenie. Może to była próba walki o miłość? Może tylko tak chłopak potrafił zwrócić na siebie jej uwagę? Trudno jednoznacznie odpowiedzieć.
Film Lynne Ramsay to bardzo dobre kino.  Doskonała jak zwykle Tilda Swinton oraz demoniczny Ezra Miller stworzyli postaci, które są hipnotyczne i wiarygodne. Polecam.




poniedziałek, 21 września 2015

Poznańska Śródka - lubię to miejsce

Zdjęcie Urząd Miasta Poznania

W jednym z moich ulubionych poznańskich miejsc powstał efektowny, trójwymiarowy mural. Byłam zobaczyć efekt pracy Fundacji Artystyczno-Edukacyjnej Puenta. Wcześniej widziałam projekt, ale mural na żywo robi zdecydowanie większe wrażenie. Malowidło pokryło pustą, prostą, smutną ścianę budynku przy Rynku Śródeckim.  -  Widziałem zdjęcie tego miejsca z lat dwudziestych ubiegłego wieku, kiedy to miejsce było zabudowane niskimi budynkami ze spadzistymi dachami. Ich odbudowa nie wchodziła w grę, bo to prywatny teren, ale pomyślałem, że fajnie byłoby ten widok ze zdjęcia przenieść na ścianę – opowiada Gerard Cofta, pomysłodawca inicjatywy. Cieszę się bardzo, bo uwielbiam poznańską Śródkę, zwykle tam, tradycyjnie we wrześniu, spędzamy któreś popołudnie, stało się to naszą rodzinną tradycją "zakończenia lata". 



wtorek, 18 sierpnia 2015

To, co burzy mój spokój.

Od jakiegoś czasu czuję poddenerwowanie, moja diagnoza brzmi: załatw niedokończone sprawy formalne. Tak o tym dziś będzie, o uwalnianiu się od zaległych spraw. 
Każdy przecież zdaje sobie sprawę, że właśnie takie niedokończone rzeczy, zaległości, których nie chce nam się załatwić albo po prostu boimy się je ruszyć to straszne pożeracze energii. 
Mam w swojej głowie listę spraw do załatwienia, są to takie blokery, że nawet jeśli znajdę trochę czasu dla siebie to te myśli napędzają we mnie wyrzuty sumienia, że przecież w tym czasie mogłabym załatwić jedną z zaległych rzeczy. I tak kółko się zamyka: mam wolny czas, ale się nim nie cieszę, bo w środku wiem, że mam coś do zrobienia a i tak tego nie robię, więc znów się denerwuję... 
Ostatnio nawarstwiło mi się trochę takich spraw w związku z nową pracą, oczywiście boję się ich i odwlekam do ostatniej minuty, denerwując się tygodniami. Potem przychodzi dzień ostateczny i ciach, sprawa załatwiona w 10 minut. czy nie można byłoby tego załatwić od razu, albo przynajmniej wcześniej? Cała ja. 
Żyje na tym świecie parę dekad i ciągle to samo. Sprawy do załatwienia piętrzą się i piętrzą. Może już czas zacząć działać, zacząć od tych małych spraw jak np. naprawa samochodu... jeździ, więc wciąż odkładam to na kiedyś tam.
W końcu trzeba się zmotywować, w końcu trzeba działać! 

piątek, 14 sierpnia 2015

"Atramentowa" - gęsta i treściwa

Dawno nie było u mnie nic dla duszy. Dziś parę słów o płycie, która wspaniale wpisuje się w upalne noce. Dla mnie ta płyta jest cudowna, melancholijna, a Pani Stanisława taka prawdziwa, zmysłowa i naturalna. Piosenki na płycie "Atramentowa", bo o niej mowa, to wręcz obrazy malowane słowem oraz muzyką, którą stworzył głównie  Maciej Muraszko. Utwory czarowane są m.in. przez fortepian, mandolinę, kontrabas, skrzypce, cymbały, akordeon i saksofon. Teksty napisali znakomici autorzy Janusz Kofta i Wojciech Młynarski. Pani Stanisława dwie  piosenki wykonała w duetach. Najbardziej poruszyła mnie ta zaśpiewana z Muńkiem Staszczykiem "Wielka słota". Pozostałe piosenki są również gęste, prawdziwe, naturalnie zaśpiewane. Dla mnie Pani Stanisława jest artystką absolutną, a ta płyta jest tego potwierdzeniem.




Kiedyś dawno temu :) kiedy byłam dzieckiem usłyszałam i przede wszystkim zobaczyłam Panią Stanisławę w telewizorze w świetnym wykonaniu "Uśmiechnij się". Wtedy skradła moje serce po dziś!

sobota, 25 lipca 2015

Owsianka - najzdrowszy pokarm świata

Ostatnio zakochałam się w owsiance. Nigdy w życiu nie jadłam, mama mi nie robiła, wszyscy mówili, że jest niedobra, to jakoś ją omijałam. W którymś z programów telewizyjnych prowadzący wygłaszał peany na jej cześć, więc postanowiłam, na fali mojego zdrowego życia, spróbować. Od dwóch tygodni nie wyobrażam sobie innego pierwszego lub drugiego śniadania. 
Ziarno owsa spośród wszystkich zbóż jest najbogatsze w białko i aminokwasy. Dodatkowo, dzięki witaminie B6 poprawia pamięć i koncentrację oraz szybsze przyswajanie wiedzy (zauważyłam na własnej osobie ;) ). Witaminy z grupy B, selen, magnez i kwas pantotenowy nie pozwalają złemu humorowi, zmęczeniu  i rozdrażnieniu dobić się do naszego organizmu. Płatki owsiane są również bogatym źródłem błonnika zarówno frakcji rozpuszczalnej jak i nierozpuszczalnej. Ta pierwsza wpływa pozytywnie na nasze zdrowie, bo błonnik najlepiej obniża poziom cholesterolu, ale też zapobiega wielu chorobom. Błonnik rozpuszczalny w owsie to głównie beta-glukan. Węglowodan ten spowalnia procesy przyswajania cukrów, zapobiega otyłości i cukrzycy typu 2, wiąże kwasy tłuszczowe oraz substancje toksyczne i zwiększa ich wydalanie, zapobiega namnażaniu się komórek nowotworowych. Udowodniono też, że wzmacnia układ immunologiczny, bo pobudza do większej aktywności fagocyty odpowiedzialne za wchłanianie bakterii, wirusów, które atakują organizm. Z kolei frakcja nierozpuszczalna błonnika zawartego w owsiance m.in. poprawia pracę jelit, wiąże nadmiar kwasu solnego w żołądku, pomaga więc przy nadkwasocie i zgadze, i daje uczucie sytości, pozwalając zmniejszyć kaloryczność posiłków.
Nic tylko jeść, jeść, jeść! :)